Osmo, nie Osmo - może druga szansa?

Od bodajże dwóch miesięcy próbuję się zebrać, żeby opisać moje wrażenia z Osmo, małym opensource'owym organizerem o wyglądzie rodem w Win98, ale jak widać - zebrać się nie mogę.
Sesja minęła, nie mam żadnego egzaminu w plecy. Niby czas jest, a jednak go nie ma. Ucieka przez palce... Niby człowiek chce być zorganizowany i sprawnie kierować swoim życiem, ale niemalże zawsze miga się brakiem czasu, by uporządkować swój czas.
Wracając jednak do Osmo - nie zachwyciło mnie. Widząc niemalże same pozytywne recenzje zaczęłam się zastanawiać, czy ja przypadkiem źle nie podeszłam do tego programu. Czy o nie jest tak, że zamiast przysiąść i sprawdzić wszystkie opcje, przejrzałam wszystko pobieżnie i dziwiłam się, że program bardziej mnie denerwuje jak pomaga? Może winne jest też to, że z braku laku bawię się starą wersją (0.2.8), bo na nie mogę znaleźć najnowszej instalki (0.2.10) na Windowsa? No i na Windowsie nie działa co najmniej jedna pożyteczna opcja?
Z drugiej jednak strony - recenzja to forma subiektywnej oceny - a mi na pierwszy rzut oka i pierwszy miesiąc użytkowania program wydaje się bardziej irytujący niż pożyteczny...
Do tego, będę szczera: wygląd mnie odstrasza. A w dobie "drag&drop", chmur etc. już Google Calendar wydaje się być ciekawszą opcją.

Jedno jest pewne: potrzebuję pomocy w organizacji, a papierowe listy TODO przestają spełniać swoje zadanie. A kiedy tak patrzę ponownie na te recenzje i przypominam sobie, jak zorganizowana osoba poleciła mi ten program zaczynam nabierać ochoty, żeby podejść do niego na nowo. Tym razem z większą dozą entuzjazmu i zapału. Może tym razem mi się uda nie tylko dokładniej zbadać program, ale i pomóc swojemu poczuciu obowiązku. Dam sobie drugą szansę.